Proza życia pod aktywnym wulkanem. Cienie i blaski Sycylii

2023-11-22

widok na etne
fot.: Anna Dudar


Prawdziwy obraz Etny znacznie różni się od tego przedstawianego w mediach i internecie. Lokalsi nie tylko z całkowitym spokojem akceptują fakt życia pod aktywnym wulkanem, ale jeszcze nazywają go „mamma Etna” i bardzo go kochają. Dlaczego? Przeczytaj fragment książki "Sycylia. Słońce, chaos i czerwone pomarańcze". 

Osoby  mieszkające  najbliżej  Etny,  są  najbardziej  narażone na skutki jej erupcji, takie jak na przykład trzęsienia ziemi. Ten fakt jednak nie zniechęca znakomitej liczby osób do przeprowadzki w te tereny. Właśnie na tym obszarze znajduje się najwięcej pięknych domów i willi w okolicy Katanii. Na początku ciężko było mi zrozumieć tę zależność. No bo czy nie lepiej byłoby zamieszkać w jakimś bardziej oddalonym miejscu, gdzie jest teoretycznie bezpieczniej?

No nie. Dla Sycylijczyków okolice Etny są niezwykle atrakcyjne ze względu na bliskość natury i panujący tam spokój. Kto był kiedyś w Katanii czy Palermo, ten wie, że najlepszym słowem określającym charakter tych miast jest confusione (zamieszanie). Nigdy nieustające trąbienie aut, korki, krzyki, dźwięki muzyki – niektórzy czują się w takim środowisku jak ryba w wodzie. Ale nawet tych najbardziej odpornych na hałas, ta wybuchowa mieszanka może zmęczyć po dłuższym okresie czasu. Wtedy z pomocą przychodzi mamma Etna razem ze swoimi dzikimi terenami i relaksującymi lasami.

Po za tym warto podkreślić, że Etna jest jednym z najlepiej monitorowanych (przez 24 godziny na dobę) aktywnych wulkanów na świecie. Jeśli więc dzieje się coś niepokojącego, szybko pojawiają się odpowiednie komunikaty z ostrzeżeniami.

Ale jak to jest mieszkać bezpośrednio pod czynnym wulkanem? Bardzo mnie to intrygowało, więc kiedyś zadałam to pytanie koledze z pracy – Dario, który ma dom w jednym z miasteczek pod Etną. Dowiedziałam się, że według niego nie różni się ono za bardzo od życia w innych miejscach. Tylko czasem, kiedy Muntagna (tak nazywają Etnę katańczycy) trochę się zdenerwuje, zaczyna wydawać z siebie różne specyficzne dźwięki. Wtedy słyszy jej śpiew, który brzmi bardziej jak ciężki operowy alt niż lekki melodyjny wokal.

Kiedy przyszłam do biura, dzień po całkiem pokaźnej erupcji wulkanu, od razu podbiegłam do Daria z prośbą o pokazanie mi zdjęć z poprzedniego wieczoru. Byłam pewna, że uwiecznił na nich lawę, która z jego perspektywy musiała wyglądać   naprawdę spektakularnie. Zaskoczony odpowiedział mi, że nie wpadł na to, żeby zrobić zdjęcie. Ale obiecał, że następnym razem zrobi je specjalnie dla mnie. Jak widać, można przywyknąć do pewnych niecodziennych zjawisk do tego stopnia, że potem nawet nie zwraca się na nie uwagi.

Innym razem od Marca, z którym również pracowałam, usłyszałam, że jeszcze przed powrotem do Polski, podczas erupcji Etny, powinnam udać się po zmroku na jej wzgórza wraz z wycieczką zorganizowaną. Bo oglądanie świeżej lawy jest takim romantycznym doświadczeniem! Myśl o oglądaniu tego zjawiska z bliska ogarnęła mnie lekkim przerażeniem – dopiero uczyłam się „kochać” wulkan, natomiast kiedy spojrzałam na Marco, dostrzegłam w jego oczach rozmarzenie i przywiązanie.

W 2021 r. Etna była wyjątkowo wkurzona i aktywna – do erupcji dochodziło nadzwyczaj często, a co więcej – ślady po nich widoczne były w samej Katanii. Kiedy przyjechałam do Katanii, szybko się zorientowałam, że całe miasto przykrywa chmura czarnego popiołu. Ulice, auta, balkony, sufity pokrywał czarny piasek, który trzeba było regularnie zamiatać. Takie sytuacje nie mają miejsca szczególnie często, ale jednak się zdarzają i  są dla wielu Sycylijczyków normalną sprawą.

Latem, kiedy temperatury w Katanii zaczynają przekraczać 40 stopni, dzika przyroda w okolicach Etny daje schronienie przed tymi szalonymi upałami, które czasem stają się męczące nawet dla samych Sycylijczyków. A skoro jesteśmy w temacie sposobów na ochłodzenie się latem wiecie, że narodziny jednego z najpopularniejszych sycylijskich deserów – granity, również zawdzięczamy dobrodusznej Etnie? Ten niepozorny produkt, którym Sycylijczycy zajadą się codziennie rano latem na śniadanie, skrywa w sobie wielowiekową historię! W narodzinach tego pysznego deseru kluczową rolę odkrywali i nivaroli, wykonujący w średniowieczu bardzo ciekawy zawód polegający na… zbieraniu śniegu! Ich zadaniem było gromadzenie śniegu z Etny i przechowywanie go w i nivieri – specjalnych jaskiniach wyłożonych cegłami lub kamieniami. Następnie transportowali lód z gór do miast, gdzie zamożne rodziny chętnie kupowały go od nich i wykorzystywały do przygotowywania orzeźwiających deserów w upalne dni. Ich bazą był zeskrobany wcześniej lód, który następnie mieszano z sokiem z cytryny i miodem. Uzyskanemu rezultatowi dano nazwę grattata od włoskiego czasownika grattare, które oznacza „skrobać”. Z czasem zaczęto eksperymentować z innymi owocami i orzechami, a miód zastąpiono cukrem.

Co ciekawe, sam zwyczaj mieszania lodu z dodatkami został przywieziony na Sycylię przez Arabów, którzy przygotowywali w ten sposób sherbet, czyli sorbet – mrożony sok owocowy, aromatyzowany wodą różaną. Na pewno był on dużą inspiracją do stworzenia sycylijskiej granity!

Moja pierwsza granita w życiu nie była najlepszym doświadczeniem, dodatkowo spróbowałam jej bez brioszki, co spotkało się dużym brakiem uznania wśród moich znajomych z pracy, kiedy podzieliłam się z nimi tą informacją. Dowiedziałam się, że granita i brioszka stanowią jedną całość i pod żadnym pozorem nie należy ich rozdzielać.

Kiedy spróbowałam jej następnym razem w malutkim barze w Aci Trezzie, w którym granita pistacjowa uchodzi za najlepszą na wyspie, kompletnie przepadłam za tym słodkim wynalazkiem! Okazało się, że znalazłam nową miłość i poczułam ogromną złość na wszystkich sprzedawców „granity” nad polskim morzem, którzy swoim niskiej jakości produktem urozmaicanym sztucznymi syropami smakowymi, strasznie psują reputację wy- bitnemu oryginałowi.

Prawdziwa granita składa się tylko z trzech składników – wody, cukru i owoców lub orzechów. Jest niezwykle kremowa i ziarnista jednocześnie. W połączeniu z mięciutką brioszką stanowi prawdziwą ucztę dla zmysłów! Szczególnie latem o poranku, kiedy ten słodki zestaw cudownie orzeźwia i zwyczajnie uszczęśliwia! No bo czy to jest możliwe, żeby potem mieć zły dzień, rozpoczynając go w ten sposób? Wątpię! Tylko Sycylijczycy mogli wymyślić coś tak szalonego jak jedzenie lodów na śniadanie i jeszcze zrobić z tego poważny zwyczaj!

[FRAGMENT KSIĄŻKI] 

Więcej o sycylijskim życiu przeczytasz w książce Anny Dudar "Sycylia. Słońce, chaos i czerwone pomarańcze".

Zobacz live'a z autorką: