Bear Grylls powraca - "Płonące Anioły"

plonace_anioly_wys500pix (2)Drugi tom przygód Willa Jaegera to idealna lektura dla tych, którzy lubią powieści sensacyjne z historią w tle. Książkę znajdziecie w salonach Empik i dobrych księgarniach oraz na naszej stronie pascal.pl.

Fanom twórczości Beara Gryllsa przypominamy, że pierwszy tom, zatytułowany "Lot widmo" wciąż do kupienia tutaj.



Tymczasem zapraszamy do zapoznania się z fragmentem "Płonących Aniołów".

"Podniósł dłoń do twarzy i jednym ruchem ściągnął kominiarkę.

— Śmierć czeka w ciemności… i rzeczywiście czekała tam na nas, a ty pomogłeś jej nas namierzyć. Mało brakowało, a zginęlibyśmy wszyscy, co do jednego.

Pilot wpatrywał się w niego przez chwilę oczami pełnymi niedowierzania, po czym zwrócił się do mężczyzny siedzącego w fotelu obok.

— Przejmujesz stery, Dan — powiedział cicho do drugiego pilota. — Muszę zamienić słówko z naszym… angielskim przyjacielem. Wywołaj Dallas/Fort Worth. Anuluj lot. Niech przekierują nas…

— Nie robiłbym tego — przerwał mu Jaeger. — Na twoim miejscu bym tego nie robił.

Jego ruchy były tak szybkie, że pilot ledwo był w stanie je zauważyć, nie mówiąc już o stawianiu jakiegokolwiek oporu. Płynnie wyciągnął pistolet SIG Sauer P228, kaliber 9 milimetrów, ulubioną broń elitarnych jednostek, i mało delikatnie przytknął ją do potylicy pilota.

Kolory odpłynęły mu z twarzy.

— Co… co do jasnej cholery? Chcesz porwać mój samolot?

— Chyba lepiej, żebyś w to uwierzył — Jaeger uśmiechnął się i rzucił do drugiego pilota: − Ty też jesteś Nocnym Łowcą? Takim samym zdradzieckim śmieciem, jak ten tutaj?

— Co mam mu powiedzieć, Jim? – wymamrotał drugi pilot. — Co odpowiedzieć temu skurwy…

— Ja ci powiem, jak masz mi odpowiedzieć — przerwał mu Jaeger, odblokowując fotel pilota i zdecydowanym ruchem okręcając go do siebie. Wycelował prosto w czoło mężczyzny. — Masz mówić szybko, zgodnie z prawdą i niczego nie pomijając albo już pierwsza kula roztrzaska mu mózg.

Pilot wytrzeszczył oczy z przerażenia: — Powiedz mu, Dan. On jest na tyle szalony, żeby to zrobić.

— Tak, obaj służyliśmy w SOAR – pośpieszył z odpowiedzią drugi pilot. — W tej samej jednostce.

— Może więc dasz mi próbkę swoich umiejętności. Wiem, że SOAR nie ma sobie równych, wszyscy z brytyjskich jednostek specjalnych wysoko was cenimy. Udowodnij, że się nie mylimy. Kurs na Kubę. Przy granicy zejdź jak najniżej, dopóki nie wylecimy z amerykańskiej przestrzeni powietrznej. Nie chcę, by ktokolwiek wiedział, że tu jesteśmy.

Drugi pilot spojrzał na pierwszego, który kiwnął głową: — Zrób, jak mówi.

— Kurs na Kubę – potwierdził przez zaciśnięte zęby. — Jakieś szczególne miejsce? Do wyboru mamy kilka tysięcy mil kubańskiego wybrzeża.

— Zrzut nad małą wyspą. Dokładne współrzędne dostaniesz później, gdy będziemy już bliżej celu. Chcę, żebyśmy dolecieli tam zaraz po zachodzie słońca, pod osłoną ciemności. Ustaw odpowiednią prędkość.

— Jakie skromne wymagania – warknął drugi pilot.

— Trzymaj kurs na południowy wschód i stałą prędkość. A ja w tym czasie zadam kilka pytań twojemu kumplowi.

Jaeger rozłożył siedzenie nawigatora, umieszczone w tylnej części kokpitu, usiadł i opuścił lufę swojego SIG-a na wysokość genitaliów pierwszego pilota.

— No więc pytania. – Zadumał się. — Liczne pytania.

Pilot wzruszył ramionami.

— W porządku. Co mi tam, strzelaj.

Jaeger rzucił przelotne spojrzenie na końcówkę lufy i uśmiechnął się złośliwie.

— Naprawdę tego chcesz?

Pilot stężał.

— Nie, to tylko taka metafora.

— Pytanie numer jeden. Dlaczego posłałeś mój zespół na pewną śmierć, wtedy, w Amazonii?

— Hej, spokojnie, nie miałem o niczym pojęcia, nikt nic nie mówił o zabijaniu.

Jeager mocniej zacisnął dłoń na pistolecie.

— Odpowiedz na moje pytanie.

— Pieniądze — wymamrotał pilot. — Przecież zawsze o to chodzi. Ale do kurwy nędzy, ja naprawdę nie wiedziałem, że będą próbowali was zabić.

— Ile? — Jaeger zignorował nieporadne próby obrony.

— Wystarczająco.

— Ile?

— Sto czterdzieści tysięcy dolców.

— No dobrze, policzmy to sobie. Straciłem siedmiu ludzi. To będzie dwadzieścia tysięcy za jedno życie. Rzekłbym, że sprzedałeś nas tanio.

— Hej, ja naprawdę nie miałem o niczym pojęcia! – Pilot uniósł dłonie w obronnym geście. — Próbowali się was pozbyć? Skąd miałem to do cholery wiedzieć!

— Kto ci zapłacił?

Pilot zawahał się na moment.

— Jakiś Brazylijczyk, miejscowy. Spotkaliśmy się w barze.

Jaeger prychnął. Nie wierzył w ani jedno słowo. Musiał tego drania mocniej przycisnąć. Potrzebował szczegółów, czegoś, na czym mógłby się oprzeć, czegoś, co pomogłoby mu dotrzeć do prawdziwych wrogów.

— Znasz imię?

— Tak. Andriej.

— Andriej… Brazylijczyk o imieniu Andriej, którego spotkałeś w barze?

— Nooo, może nie mówił jak Brazylijczyk, bardziej jak Rosjanin.

— Świetnie. Dobrze, że poprawia ci się pamięć, szczególnie, że masz dziewięć milimetrów wycelowane prosto w jaja.

— Trudno o tym zapomnieć.

— A więc ten Andriej. Rosjanin, którego spotkałeś w barze. Masz jakieś pojęcie, dla kogo mógł pracować?

— Wiem tylko, że był jeszcze jakiś Władimir, szef — zawiesił głos. — Bez względu na to, kto zabił twoich ludzi, to właśnie on wydał im rozkaz.

Władimir. Jaeger znał już to imię. To musiał być szef bandy, ale z całą pewnością nad nim byli jeszcze inni, bardziej potężni i wpływowi ludzie.

— Spotkałeś się z tym Władimirem? Widziałeś go?

— Nie — pilot potrząsnął głową.

— Ale pieniądze wziąłeś.

— Tak.

 — Dwadzieścia tysięcy dolarów za każdego z moich ludzi. I co zrobiłeś z tą kasą – zorganizowałeś imprezę? Wziąłeś dzieci do Disneylandu?

Tym razem pilot nie odpowiedział. Jego szczęka sterczała prowokująco. Jaeger miał ochotę strzelić go kolbą pistoletu prosto w łeb, ale drań był mu potrzebny cały i zdrowy. Jaeger chciał, by wzniósł się na wyżyny swojego kunsztu i sprawnie dotransportował ich do celu, który szybko się zbliżał."

 


 

 

 

Mapa strony Polityka prywatności Chcesz wyrazić swoją opinię? Napisz do nas | Masz problem?  Skontaktuj się                                                              |